Ten wpis znajdziesz na blogu: Ekoenergia
W tym tygodniu kilka razy rozmawialiśmy z kolegą na temat rozliczania kosztów ogrzewania mieszkań w blokach za pomocą podzielników ciepła. Zaczęło się od rzuconego przez niego hasła
czy podzielniki ciepła są metodą na obniżenie kosztów ogrzewania?
i z czasem doszliśmy jednak do wniosku, że niekoniecznie...
Odkopałem papiery dotyczące rozliczenia kosztów ogrzewania mieszkania, w którym mieszkam od trzech lat. Papiery dotyczą rozliczenia ogrzewania za sezon grzewczy 2007/2008 i 2008/2009. Jak już pisałem, po poprzednim sezonie udało mi się sporo zaoszczędzić... I to wszystko dzięki zainstalowaniu inteligentnych głowic termostatycznych na grzejnikach i rozsądnemu oszczędzaniu.
Przyglądaliśmy się jednak z kolegą bliżej tym dokumentom i już nie jestem pewien, czy aby na pewno podzielniki ciepła są dla mnie korzystne.
Zanim przejdziemy dalej, musimy ustalić jedną, bardzo ważną kwestię. Mianowicie podzielniki ciepła nie mierzą ilości zużywanego w mieszkaniu ciepła. Tak na dobrą sprawę zrobić taki pomiar jest niezmiernie trudno, ale to inna historia. Jedyne, co mierzą podzielniki, to jak długo i jak bardzo rozgrzane były kaloryfery. Dotyczy to zarówno podzielników ciepła wyparkowych (z których paruje ciecz), jak i tych elektronicznych (z wyświetlaczem). Ten pomiar pozwala w pewien, niedoskonały, sposób przybliżyć faktyczne zużycie ciepła w mieszkaniu. Jest to na pewno lepszy sposób na podział kosztów niż uwzględniający tylko powierzchnię mieszkania czy liczbę zameldowanych (a nawet mieszkających) w nim osób.
Podział kosztów ciepła za pomocą podzielników jest następujący:
podzielniki mierzą, jak bardzo i jak długo gorące były grzejniki,
wskazania wszystkich podzielników są sumowane,
koszty ciepła dla całego bloku są dzielone na część stałą i część zmienną,
część stała jest rozdzielana między lokatorów w oparciu o powierzchnię mieszkania,
część zmienna jest rozdzielana proporcjonalnie do wskazań podzielników, przy czym bierze się pod uwagę jeszcze położenie mieszkania (współczynnik redukcyjny Rm) i położenie samego grzejnika (współczynnik oceny).
Co oczywiste, każde mieszkanie zużywa nieco inne ilości ciepła, bez względu na upodobania mieszkańców. Przykładowo, moje mieszkanie jest narożne, ale akurat skierowane tym rogiem w kierunku południowym. Z jednej strony, tracę więc więcej ciepła, niż inni, bo mam większą powierzchnię ścian. Z drugiej strony, więcej ciepła, niż inni pozyskuję z energii słonecznej. Ktoś kiedyś uznał, że takie mieszkanie jak nasze powinno mieć współczynnik redukcyjny wynoszący 0,9.
Dziwi mnie trochę różnicowanie zużycia ciepła ze względu na położenie grzejników. Z jednej strony wszyscy lubimy mieć cieplej w łazience, niż w pokoju. I dlatego grzejniki w pokoju mają u mnie współczynnik oceny wynoszący 0,69, za to grzejnik w łazience ma współczynnik oceny wynoszący tylko 0,27. Czyli ciepło zużyte w łazience jest niemal trzy razy tańsze, niż ciepło w pokoju (przypominam, że podzielniki nie mierzą zużycia ciepła).
Za, delikatnie mówiąc, naciąganie uważam rozdzielenie kosztów ciepła na stałe i zmienne w sposób, jaki uczyniono w moim przypadku. Mianowicie w naszym bloku koszty stałe określono na poziomie 30% kosztów ogrzewania. Oznacza to, że oszczędzając ciepło, tak naprawdę zmniejszam tylko te 7/10 rachunku, a nie jego całość. Koszty stałe, bowiem, mam naliczane zawsze tak samo. I w obydwu tych rozliczeniach koszty te wynosiły za cały sezon grzewczy ok. 100 PLN. Koszty zmienne zaś w sezonie 07/08 stanowiły ok. 150 PLN zaś w sezonie 08/09 tylko ok. 105 PLN.
Co jasno widać z powyższego, mimo że dla całego bloku koszty stałe stanowią tylko 30% całych kosztów, w przypadku mojego mieszkania sięgają 50%. Oznacza to, że mimo tego, że ciepło oszczędzam, i tak płacę w dużym stopniu za innych.
Ciekawym, swoją drogą, jak określono te 30%. Jestem w stanie zaakceptować wydzielenie jako koszty stałe opłaty za ciepło, które ucieka przez wentylację (grawitacyjną, oczywiście, a zatem niedającą się regulować a przez to niezależną od naszych wysiłków) i przez dach, piwnicę oraz ściany pomieszczeń wspólnych. Nie przypuszczam jednak, by sięgała ona aż 30% całości rachunków...
Druga sprawa to fakt, że nie do końca uważam za uzasadnione uwzględnianie położenia mieszkania w rozliczaniu indywidualnych lokatorów. Czemu ja mam płacić za to, że ktoś ma narożne mieszkanie skierowane na północ? Czemu mam płacić za to, że ktoś mieszka pod słabo zaizolowanym poddaszem? Uważam takie podejście za uzasadnione tylko w sytuacji, w której blok został zbudowany i zasiedlony za komuny, a mieszkańcy dostając przydział na mieszkanie nie mieli żadnego wyboru. Ale przecież jeśli mieszkanie się kupuje na wolnym rynku, to trzeba to robić z głową!
Już o fakcie, że koszty rozliczenia w naszym przypadku sięgają za cały rok (3 podzielniki!) aż 30 PLN, co stanowi ok. 13% naszego całkowitego rachunku za ogrzewanie, szkoda nawet wspominać.
Swoją drogą nie widzę szansy, by rachunki za ogrzewanie domu jednorodzinnego zamknęły się w kwocie 250 PLN rocznie...Wpis pochodzi z bloga Ekoenergia. :)